Współczesna automatyka ma kilka mózgów — i każdy ma inny pomysł na energię
Problem nowoczesnych obiektów nie polega na tym, że automatyki jest za mało. Coraz częściej jest jej za dużo — a żaden z systemów nie wie, którego słuchać.
Galeria sztuki współczesnej na ekranach
W większości dużych budynków, fabryk i innych obiektów, do których wchodzę, na ekranach widzę małą galerię sztuki współczesnej: tu BMS, tam SCADA, obok sterowniki HVAC od innego producenta, dalej niezależna automatyka oświetlenia, czasem magazyn energii z własnym kontrolerem EMS, który miał „spiąć całość".
Brzmi imponująco. Prawie jak centrum dowodzenia NASA. Po chwili pojawia się jednak proste pytanie: czy to naprawdę działa?
Każdy z tych systemów jest dziś reklamowany jako „narzędzie do zarządzania energią". Każdy ma swój panel, swoje wykresy, swoje alarmy i swoje „poczucie misji". Każdy w swojej domenie zwykle jest skonfigurowany poprawnie. Dokumentacja się zgadza. Protokół odbioru można oprawić w ramkę.
A obiekt — z punktu widzenia kosztu energii — pracuje jak orkiestra, w której każdy muzyk gra z nut, niestety nut różnych utworów.
Każdy z osobna ma rację. Razem tworzą chaos
Dlaczego? Bo żaden z tych systemów nie widzi w pełni tego, co robią pozostałe. Jeden dogrzewa strefę, w której za chwilę inny uruchomi chłodzenie. Automatyka oświetlenia moduluje światło w pomieszczeniu, które SCADA dopiero rozpoznaje jako nieaktywne. EMS przesuwa pobór mocy z sieci, nie wiedząc, że BMS właśnie zlecił załączenie pompy o wyższym priorytecie technologicznym.
Każdy z osobna ma rację. Razem tworzą coś, co bardziej przypomina naradę bez prowadzącego niż inteligentne sterowanie.
I tu pojawia się pokusa: dołóżmy kolejną warstwę, jeszcze jeden system, jeszcze jeden „mózg". Najlepiej z ładnymi wykresami. Tyle że dokładanie kolejnego mózgu do organizmu, który już nie wie, którego słuchać, zwykle nie kończy się poprawą koordynacji.
Brakuje nie systemu, lecz hierarchii celów
Problem nie polega na tym, że automatyki jest za mało — coraz częściej jest jej już za dużo. Brakuje czegoś innego: ustalonej hierarchii celów.
Kto ma pierwszeństwo? Komfort czy oszczędność? Proces produkcyjny czy bilans mocy? Emisje czy cena energii w danym kwadransie? Magazyn energii czy HVAC? EMS czy BMS?
To nie są akademickie pytania. To decyzje, które w zautomatyzowanym obiekcie dzieją się codziennie — tylko nikt ich świadomie nie zaprojektował. Dlatego ważniejsze od pytania „jaki system jeszcze wdrożyć?" jest pytanie: kto zaprojektuje nadrzędną logikę, w której istniejące systemy przestaną ciągnąć każdy w swoją stronę?
Inteligencja zaczyna się od priorytetów
„Inteligentne sterowanie" zaczyna się dopiero wtedy, gdy rozumiemy, co jest ważniejsze od czego. Bez tego nie mamy inteligencji — mamy bardzo kosztowną polemikę kilku automatyk, którą operator próbuje codziennie godzić ręcznie. Skutek: stale rosnące rachunki.
„Inteligentne sterowanie” zaczyna się dopiero wtedy, gdy rozumiemy, co jest ważniejsze od czego. Bez tego nie mamy inteligencji — mamy bardzo kosztowną polemikę kilku automatyk.
