EnglishEN/PolskiPL
← Wszystkie teksty

Rynek EMOS dzisiaj wygląda jak rynek ERP w 1998 roku

Kategoria zarządzania energią przechodzi dziś dokładnie to, przez co ćwierć wieku temu przechodził rynek systemów ERP. Kto to rozpozna wcześniej, ten wygra.

Substytuty wszędzie, lidera nigdzie

Polski rynek EMOS (Energy Management and Optimisation Systems) wygląda dziś jak rynek ERP pod koniec lat 90.

Wtedy nie mówiło się „system ERP". Mówiło się: „mamy arkusz, który działa", „mamy oprogramowanie od Pana Michała", „mamy moduł w księgowości". Substytuty wszędzie. Lidera nigdzie. Kategoria dopiero krystalizowała się w głowach dyrektorów finansowych.

I pojawiała się przy tym nowa rola. IT Manager — a dziś już Digital Transformation Manager. Pięć lat wcześniej tego stanowiska w polskich firmach po prostu nie było. Nagle zaczęło być.

Ta sama historia, inny rynek

Przenieśmy się do teraźniejszości. W zarządzaniu energią dominują substytuty: BMS, liczniki, Excel, doradca zewnętrzny. Kategoria „EMOS" poza wąską branżą jest ledwo rozpoznawalna. Lidera nie ma. A w firmach pojawia się Energy Manager — stanowisko, którego de facto pięć lat temu nie było.

Podobne zjawisko, blisko trzy dekady później, na zupełnie innym rynku.

Trzy wnioski z tej analogii

Pierwszy: liderzy tej kategorii dopiero się wyłonią. Kto dziś zbuduje pozycję „tego od EMOS", za dziesięć lat będzie tym, czym SAP, IFS albo Comarch są dziś dla ERP. Ta kategoria wyłoni swoich liderów tak samo, jak wtedy wyłoniła swoich — i stanie się to szybciej, niż większość decydentów spodziewa się dzisiaj.

Drugi: dyskusja o funkcjach jest drugorzędna. Spór „czyje EMOS ma lepsze features" prowadzi donikąd. W 1998 nikt nie wybierał ERP-a po liście modułów. Wybierano po tym, czy dostawca rozumie, że to nowa kategoria procesów, a nie po prostu lepszy arkusz.

Trzeci — najważniejszy dla praktyki: rola Energy Managera jest dziś strukturalnie trudna. I nie dlatego, że ktokolwiek robi coś źle. Finansista dostaje ERP, HR dostaje HRIS, sprzedaż dostaje CRM. Energy Manager dostaje BMS, liczniki, Excel, arkusz od wykonawcy fotowoltaiki i telefon do doradcy — i skleja z tego proces, bo rynek nie dał mu jeszcze narzędzia. Równolegle musi zarządowi tłumaczyć, czym EMOS różni się od BMS-a i od doradcy, żeby w ogóle dostać budżet na to narzędzie. To praca kategoryzacyjna, której nikt mu wprost nie zlecił — a dźwiga ją obok codziennej operacyjki.

Nie trzeba przyspieszać historii

Kategorie technologiczne dojrzewają według dość powtarzalnego schematu: od substytutów, przez pojawienie się nowej roli w organizacji, aż po wyłonienie liderów i standaryzację. ERP przeszedł tę drogę. EMOS jest dziś mniej więcej w połowie.

Nie trzeba przyspieszać historii. Wystarczy ją rozpoznać.

Nie trzeba przyspieszać historii. Wystarczy ją rozpoznać.