EnglishEN/PolskiPL
← Wszystkie teksty

Elastyczność — jedyne, czego Energy Manager naprawdę potrzebuje od automatyki

„Jeżeli coś działa, lepiej nie ruszać" brzmi rozsądnie. W efektywności energetycznej budynków bywa jednak najgorszą możliwą strategią.

Dlaczego „nie ruszać" jest kuszące

To zdanie słyszałem od automatyków wiele razy i wcale się temu nie dziwię.

Automatyka obiektu to często historia kolejnych decyzji, dopisków, obejść i „tymczasowych" rozwiązań, które z czasem stały się stałe. Część osób, które je wdrażały, już nie pracuje. Ci, którzy przyszli później, często nie mieli czasu ani dokumentacji, żeby zrozumieć, dlaczego system działa właśnie tak.

W takiej sytuacji „nie ruszać" brzmi rozsądnie. Problem w tym, że czasem jest to najgorsza możliwa strategia.

Rzeczywistość przyspieszyła

W obszarze efektywności energetycznej budynków zasada „działa, więc nie zmieniajmy" prowadzi w ślepą uliczkę. Zmieniają się ceny energii, regulacje, wymagania rynku, oczekiwania zarządów i przepisy — z dyrektywą EPBD na czele. Energy Manager mierzy się dziś z wyzwaniami, których jeszcze kilka lat temu po prostu nie było.

Dziś liczy się nie tylko ilość zużytej energii, ale też moment jej poboru, sposób pozyskania, koszt, moc, elastyczność, a coraz częściej również emisje. Do tego dochodzą normy, polityki wewnętrzne, wymagania procesów i regulacje, które będą coraz bardziej konkretne i wymagające.

Czego zatem oczekiwać od automatyki?

Odpowiedź może zaskoczyć, bo w gruncie rzeczy chodzi o jedno — daleko posuniętą elastyczność.

Taką, która pozwala szybko zmienić strategię sterowania, dostosować system do nowych cen, taryf, wymogów prawnych, ograniczeń mocy, emisji albo komfortu użytkowników. Najlepiej bez zatrzymywania pracy obiektu, bez kosztownej przebudowy, bez dokładania operatorom kolejnych obowiązków i z zachowaniem cyberbezpieczeństwa.

To wymaga czegoś więcej niż klasycznego BMS, który „działa", ale każda zmiana przypomina operację na otwartym sercu.

Potrzebna jest warstwa klasy EMOS

Potrzebna jest warstwa IT/OT klasy EMOS (Energy Management and Optimisation System) — w rozumieniu definicji takiej, jaką proponuje choćby Gartner. System, który integruje dane, pozwala analizować zużycie, koszt, emisje i stan instalacji, a następnie pomaga realnie sterować obiektem. Nie po to, żeby zastąpić ludzi, lecz żeby nie zmuszać ich do ręcznego gonienia rzeczywistości.

Elastyczność oznacza możliwość reakcji z wyprzedzeniem. Gdy zmianę widać na horyzoncie, system powinien pozwalać odpowiedzieć od razu — a nie uruchamiać kolejny projekt pod tytułem „spróbujmy coś zmienić, niczego nie zmieniając".

Najdroższa jest strategia, która brzmi najrozsądniej

Klasyczna automatyka przez lata spełniała swoją rolę. Ale system, którego nie da się sprawnie przekonfigurować, staje się ograniczeniem. Człowiek może ratować sytuację ręcznie przez pewien czas, ale nie nadąży za rosnącą komplikacją rynku, regulacji i samego obiektu.

Dlatego życzę każdemu Energy Managerowi automatyki, która nie tylko działa, ale też daje się zmieniać wedle jego potrzeb. Bo w energetyce budynków najdroższa strategia to czasem ta, która brzmi najbardziej rozsądnie: „lepiej nie ruszać".

W energetyce budynków najdroższa strategia to czasem ta, która brzmi najbardziej rozsądnie: „lepiej nie ruszać”.