Energetyka się uczy: nadwyżki OZE stają się szansą dla odbiorców
Coraz częstsze ujemne ceny energii wymuszają reakcję po stronie systemu. Operatorzy zaczynają dopuszczać zwiększony pobór w godzinach nadprodukcji — i to jest realna korzyść dla firm, które potrafią z niej skorzystać.
Nadwyżka mocy z OZE w końcu wywołuje reakcję
Wydawałoby się, że coraz częściej powtarzająca się nadwyżka mocy z OZE — skutkująca ujemnymi cenami na giełdzie — powinna w końcu wywołać reakcję ze strony energetyki. I wygląda na to, że właśnie się jej doczekaliśmy.
Operatorzy sieci dystrybucyjnej zaczynają uruchamiać programy, które dopuszczają możliwość przekroczenia poboru mocy czynnej, a nawet przyłączeniowej, przez wybranych klientów w okresach nadprodukcji energii z OZE. Kluczowe jest to, że decyzję, czy i w jakim zakresie skorzystać, podejmuje sam klient.
Dobrym przykładem jest program interwencyjnej dostawy mocy czynnej (IDC) uruchomiony przez Energę Operator. Sama nazwa jest nieco myląca, bo w praktyce chodzi właśnie o czasowe „poluzowanie" limitów poboru w godzinach, gdy energii w systemie jest za dużo.
Dlaczego to układ typu win–win
To rozsądny pomysł z punktu widzenia całego systemu. Klienci, którzy potrafią wykonać taki manewr w czasie niskich, a nawet ujemnych cen energii, mogą osiągnąć dodatkowe korzyści — bez ryzyka kar za pobór powyżej mocy zamówionej. A nadmiar energii, zamiast obciążać system, zostaje realnie wykorzystany.
Odbiorca płaci mniej (albo wręcz zarabia na ujemnej cenie), operator odciąża sieć w krytycznych godzinach, a energia z OZE nie jest marnowana. Trudno o czystszy przykład sytuacji, w której elastyczność po stronie popytu opłaca się wszystkim.
To dopiero początek trendu
Można się spodziewać, że kolejni operatorzy pójdą tą samą ścieżką — część z nich zapewne już mniej lub bardziej oficjalnie proponuje podobne rozwiązania swoim klientom. Kierunek jest jasny: system energetyczny coraz mocniej nagradza tych, którzy potrafią przesuwać zużycie w czasie.
Żeby skorzystać z takiego programu, trzeba zazwyczaj podpisać odpowiednie porozumienie z operatorem oraz — co ważniejsze — zapewnić sobie realną, techniczną możliwość zwiększenia poboru mocy w godzinach wskazanych w programie. I tu leży sedno: sama umowa nie wystarczy, jeśli obiekt nie potrafi świadomie sterować swoim zużyciem.
Elastyczność popytu przestaje być pojęciem z prezentacji o transformacji energetycznej. Staje się konkretną pozycją w rachunku — dla tych, którzy są na nią przygotowani.
Elastyczność popytu przestaje być pojęciem z prezentacji o transformacji energetycznej. Staje się konkretną pozycją w rachunku — dla tych, którzy są na nią przygotowani.
